niedziela, 20 listopada 2011

Krosna stołowe

Dziś, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, chciałabym zaprezentować swoje krosna stołowe. Są bardzo popularne na zachodzie Europy i w Ameryce. Przybyły do mnie z pewnej krakowskiej graciarni w stanie całkiem niezłym. Przedtem służyły do nauki komuś z francuskojęzycznego rejonu Europy - znalazłam przy nich kartkę z zapiskami po francusku.
Do ponownego uruchomienia wymagały jedynie odkurzenia, odkręcenia tego, co poplątane i uzupełnienia niewielkich braków, jak na przykład dorobienia metalowej rurki utrzymującej listewki nicielnic w odpowiedniej odległości od siebie. Ich zaletą jest możliwość przenoszenia/przewożenia. Podstawa, na której opiera się cała konstrukcja ma wymiary 80x80 cm. Ich wysokość to 65 cm. Posiadają cztery nicielnice, po około 100 oczek w każdej. Nicielnice wykonane są z bawełny.

Mechanizm zmiany położenia nicielnic znajduje się na górze ramy i ma postać dźwigni. Dźwignia zaopatrzona w haczyk połączony z nicielnicą odchylona o 180 stopni podnosi wybraną nicielnicę do góry.

Krosienka były już osnute, i pomimo, że osnowa jest wiekowa i wybrakowana zdecydowałam się jej nie usuwać. I dobrze zrobiłam :) Ktoś celowo osnuł je "na pół", lewą stronę przeznaczając na prosty splot płócienny i skośny, a prawą na jodełkę i splot diamentowy. Co ciekawe, osnowa została wykorzystana przez poprzedniego właściciela krosien minimalnie, powstało jakieś 30 cm tkaniny. Zostały do niej użyte nici bawełniane w dwóch kolorach: białym i brązowym.

Krosna z boku, z widokiem na hamulce wałów nadawczego i odbiorczego.

Na tym mini-warsztacie można tkać tkaniny o szerokości 70 cm. Dołączona płocha ma 350 szczelin. Pierwsze dni z nowym nabytkiem były pasmem eksperymentów z wątkiem. Chciałam zobaczyć, jak zachowują się różne nitki. Była ręcznie przędziona wrzosówka, sklepowa włóczka z surowego jedwabiu czy lniana dratwa. Kiedy już się pobawiłam, chwyciłam za czerwoną włóczkę wełnianą i ku mojemu zdziwieniu wyszedł całkiem przyjemny dla oka zestaw barw. Z zielonym też jest nieźle (po prawej stronie brakuje nici osnowy tworzącej podwójny brzeg). Wszystko oczywiście w splocie płóciennym, bo jakoś nie wyobrażam sobie jednej połowy w tym, a drugiej w innym splocie. Może kiedyś zauroczy mnie taka wizja ;) Po raz kolejny przekonałam się, że nawet w niepozornym "1/1" tkwią duże możliwości pozwalające uzyskać całkiem ciekawe efekty kolorystyczne.

Gdy zużyję całą osnowę, to zobaczę, co wyszło i zaprezentuję tutaj. Następna praca będzie już z wykorzystaniem projektu, który jest podstawą wszystkich fruits of the loom...
Nie są to krosna doskonałe, kilka szczegółów pozwala sądzić, że są domowej roboty. Wypalony w drewnie napis Hachem nie zdradził twórcy ani miejsca wykonania. W google nie udało mi się znaleźć nic na ten temat.
Pracuje się na nich przyjemnie, lecz na stojąco. Plecy na razie się nie odzywają, więc tkam sobie w spokoju. Takich obaw nie mam siedząc przy moim skarbie, Glimåkra Ideal, o którym wkrótce :)

11 komentarzy:

  1. Krosna wyglądają bardzo zgrabnie, tylko to stanie przy nich...

    OdpowiedzUsuń
  2. A tam stanie przy nich, za to efekt jaki pozniej jest.
    Piekny blog, zycze powodzenia, bede zagaldać.
    Pozdrawiam slonecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Krosna są naprawdę ciekawe, miłe dla oka i dla ręki, może musisz sobie "skołować" wysoki stołek do pracy przy nich. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Z przyjemnością zostanę obserwatorką i Twoją czytelniczką. Sama nie tkam, ale mieszkam w domu zbudowanym dla tkaczy i interesują mnie dawne techniki. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam serdecznie nowe Czytelniczki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaciekawił mnie ten system podnoszenia nicielnic. Jak się sprawdza?
    Krosienka są cudne , jestem ciekawa tkaniny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Elu, dźwignie są tak umieszczone, że wyciąganie do nich rąk nie sprawia trudności. Można mówić nawet o pewnej ergonomii. Natomiast rama posiada wewnątrz rowki, w których przesuwają się górne i dolne listewki nicielnic. W tym obszarze występują lekkie opory i nicielnice nie chodzą idealnie - a tak przecież powinno być. Przyglądam się całemu zjawisku i myślę nad rozwiązaniem problemu, choć możliwe, że drewno nieodwracalnie uległo wykrzywieniu.
    A tkaninki, z powodu kolorów roboczo nazwanej "Merry Christmas" przybywa... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Alicjo piękny warsztat. Zazdroszczę Ci. Tkanina bardzo bożonarodzeniowo wygląda. Dużo radości tworzenia życzę

    OdpowiedzUsuń
  9. Z przyjemnością przeczytałam Twoje wpisy :) Ciekawe i motywujące do działania.
    Z czasem też chciałabym wybrać się na kurs tkacki, na razie zajmuję się przędzeniem (2 małych dzieci chwilowo nie pozwala na nowe doznania robótkowe).
    I mam takie pytanie przy okazji, czy znasz może kogoś kto podjąłby się utkania przodu do torebki (czyli coś mniej więcej wielkości A4) z mojej włóczki (ręcznie przędzina, podarowana przez przyjaciółkę - gruba)?
    Ola (odms@tlen.pl)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ala, super, widzę, że się rozwijasz :) Viva handmade!! Czekam na efekty Twojej "roboty". Osobiście strasznie żałuję, że nie zakupiłam na pchlim targu w Danii jakiegoś małego warsztaciku tkackiego (może nawet mikro ;P). Póki co naczytałam się o pestycydach w bawełnie i zaczynam się poważnie zastanawiać nad tworzeniem własnego materiału chociażby na wełenki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam i dziękuję za miłe słowa o Zapiecku. Tkactwem "zaraziłyśmy" również Lucynkę i Anitę, dziewczyny z Warniłęgu i Starego Worowa z okolic Złocieńca. Własnie w Worowie gości Pani Ania Bałdyga. Jutro Z Ireną jedziemy je odwiedzić.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawione komentarze :)